Kongres w Warszawie.

Miejsce gdzie odbywało się wydarzenie.

Wczoraj gościliśmy na V Kongresie Osób z Niepełnosprawnościami. W czteroosobowej grupie: Kamil, Adaś, Ola, Radek o godzinie 9 rano zawitaliśmy w Warszawie. Postanowiłem poświęcić na blogu kilka słów, które są moją subiektywną oceną wydarzenia:

Przyjechałem do Warszawy jako zbrojnie ramię zespołu do walki z wykluczeniem osób niepełnosprawnych i stwierdziłem, że muszę zredefiniować moje spojrzenie na sprawę. Jeden z uczestników Konwentu dał mi do zrozumienia, że wszyscy ludzie są różni, do tej pory jakby uchodziło to mojej uwadze. Każda niepełnosprawność jest nietypowa, każdy oczekuje innej pomocy, w inny sposób chce zwrócenia uwagi na siebie. Nie da się toczyć walczyć z niewidzialnym wrogiem bez postaci i kształtu.

W Warszawie znalazłem się na Kongresie zatopionym, w pewnym stopniu w iluzji, najchętniej porównałbym to do kongresu futurologicznego z powieści S. Lema. Jako niepełnosprawni, a przede wszystkim jako myślący ludzie, trafiamy do rzeczywistości nieco systemowo zagmatwanej, pełnej magicznych wyobrażeń teoretyków, którzy nie mają odpowiedniego gruntu pod nogami. Z jednej strony mamy grupę ludzi niepełnosprawnych o wysokich umiejętnościach, wytrwałości, sile, inteligencji i samozaparciu z drugiej grono wizjonerów, teoretyków, którzy są przekonani, że wdrażanie słabej szablonowej rzeczywistości, w której niepełnosprawni nie mają głosu, ma sens. Nie ma, to trzeba zmienić, potrzeba nowych sposobów myślenia, lepszego wsparcia, partycypacji.

Na Kongresie nie brakowało ludzi bystrych o ogromnej mocy przebicia, zainspirowały mnie ich opowieści, walka z wykluczeniem. Nie jesteśmy jedyni, nie stanowimy kropli w morzu.  Zawsze byłem zdania, że przetrwać wszystko może tylko to co najcenniejsze, więc miłość i przyjaźń, poczucie braterstwa reszta to tylko skromne dodatki. Nie można jednak odpuścić, przestać walczyć. Bez walki nie będzie lepszej przyszłości.   

Dodaj komentarz